You can be king again : Rozdział 2


LUHAN

Nie mogłem przestać myśleć o tym, co nie tak dawno temu wydarzyło się na granicy z Pierwszym Klanem. Miałem mętlik w głowie, kiedy biegłem w stronę polany, przez co często wpadałem na drzewa lub potykałem się o korzenie.

Starałem się wymazać sprzed oczu obraz wilka o brązowych włosach, którego spotkałem, jednakże utrudniał mi to mój wewnętrzny głos, który nie dość, że zachwycał się obcym, to jeszcze nakazywał mi do niego wracać.

Ten cały alfa był... ciekawy. Nigdy nie widziałem takiego wilka. Miał w sobie coś innego, coś, co zaciekawiało. Poza tym, darował mi życie i pozwolił odejść, za co byłem mu naprawdę wdzięczny.

Ale dlaczego w ogóle zmienił decyzję? Zmiękło mu serce, gdy zacząłem błagać go o litość? A może to coś innego...? Nie! Stop! Nie myśl o niczym bezsensownym, Luhan!

~ Ja chcę do alfy! Zawróć! ~ skomlała omega, z powodu czego jeszcze bardziej głupiałem.

Przecież tak nie powinno być. Dlaczego omega nie odzywała się, gdy obserwowałem wilki na obrzędzie pożegnania lata? Było tam dużo przystojnych alf! A może ma zwolniony zapłon? Nie. Wtedy nie kazałaby mi zawracać...

To niedorzeczne! Mój instynkt nie mógł wybrać wilka z innego klanu. To wbrew zasadom, wbrew wszystkiemu! Takie relacje nie mają prawa bytu. Co z tego, że tamten alfa był wysoki, silny, przystojny, dobry, bo darował mi życie... Nic z tego nie będzie!

~ Masz zawrócić, w tej chwili! ~ Omega łkała coraz głośniej.

Po godzinie biegu w końcu dotarłem  na skraj lasu, o czym świadczyła muzyka, do której tańczono przy ognisku. Zabawa na polanie wciąż trwała, jednak nie do końca byłem pewny, czy chcę się do niej włączyć.

- Luhan! - Nagle usłyszałem głos brata, na który niemal podskoczyłem do góry.

Nie minęła chwila, a Tao wyłonił się z gąszczu i podbiegł do mnie, od razu chowając w swoich ramionach. Zaraz za nim z zarośli wyszedł Kris. No proszę, szybko się ze sobą zżyli.

- Lu-ge! - krzyknął brunet, łapiąc mnie za ramiona i dokładnie oglądając. - Gdzieś ty był!? Co się z tobą działo? - pytał młodszy.

Okej. Tryb zatroskanego Zitao się włączył. Teraz muszę wymyślić jakąś dobrą wymówkę, bo przecież nie mogę mu powiedzieć, że byłem w Pierwszym Klanie.

- Byłem w lesie, spacerowałem. Tu jest strasznie głośno, a wiesz, że nie lubię hałasu - wyjaśniłem, starając się brzmieć naturalnie. - Mam nadzieję, że mnie nie szukałeś
- Szukałem wszędzie! - załkała beta.
- Niepotrzebnie  - Wywróciłem oczyma, które zaraz szerzej otworzyłem z powodu bety, która niespodziewanie zaczęła szybko pociągać nosem, jakby węszyła.
- Inaczej pachniesz - zauważył. - Bardziej intensywnie - dodał.

Niemal natychmiast zrobiłem się cały czerwony, orientując się, że moje feromony stały się bardziej wyczuwalne. Cholera! Najpierw omega, teraz feromony? Co jeszcze?!

- Wydaje ci się... To ten, prawda? - zapytałem, po czym spojrzałem na stojącego obok bety wysokiego wilka.
- To ten - uśmiechnął się szeroko, opierając o ramię alfy.
- Widzisz? Mówiłem ci, że dziś kogoś znajdziesz.

Mimo tego, że starałem się brzmieć na szczęśliwego, w środku wciąż czułem ból. Tao mówił, że mnie nie zostawi, że nie będę sam. Czy miałem mu to za złe? Nie. To dobrze, iż kogoś sobie znalazł, ale i tak czułem zazdrość.

- Skoro już mnie znalazłeś, możecie wracać do zabawy - stwierdziłem i, nie czekając na odpowiedź, pożegnałem parę lekkim uśmiechem, po czym ruszyłem w stronę polany.

Westchnąłem cicho, zaczynając się plątać bez celu wśród tłumu ludzi. Moje myśli nieubłagalnie krążyły wokół przystojnej alfy z Pierwszego Królestwa.

Zacząłem mieć coraz więcej obaw. Do tej pory moja omega naprawdę rzadko kiedy się odzywała, ostatni raz chyba pół roku temu, gdy do mojego ojca przyszedł młody alfa, prosząc mnie o rękę. Mój instynkt jedynie westchnął ze znudzenia i określił całą zaistniałą sytuacje nudną, po czym znów zamilkł, aż do dziś...

Pokręciłem głową, postanawiając skupić się na czymś innym. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że wiele spojrzeń zwróconych jest w moją stronę. Moje feromony były nasilone i kusiły młode alfy oraz bety, nawet jeśli nie miałem tego na celu.

~ Alfa. Mój Alfa. Chodźmy do niego! ~
"Milcz!"

Omega rozpraszała mnie bez przerwy, co robiło się irytujące. Wolałem, gdy w ogóle się nie odzywała. W pewnym momencie zauważyłem machającego do mnie Xiumina, który siedział przy stole z Chenem, dlatego odmachałem grzecznie starszemu.

Mimo wszystko nie chciałem dosiadać się do brata i szwagra. Postanowiłem  udać się do zamku, odpocząć po wydarzeniach dzisiejszego dnia. Może wtedy mój instynkt się uspokoi...

Minęła dłuższa chwila, zanim doszedłem do potężnej budowli, stanowiącej mój dom. Wiedziałem, że ojciec nie będzie zadowolony, gdy dowie się, że tak szybko wróciłem. Miał nadzieję, że znajdę sobie kogoś  spośród wilków na polanie. Wybacz, tato, znów cię rozczarowałem...

- Dobry wieczór, książę - przywitał mnie jeden ze straży przy wejściu, którego warta jeszcze trwała.
Wkrótce powinien go ktoś zamienić, aby sam mógł pójść pobawić się na obrzędzie.
- Dobry - odpowiedziałem.

Po pokonaniu długiego korytarza, w którym przy ścianach stały ozdobne zbroje, dotarłem do swojej ukochanej sypialni. Niemal od razu rzuciłem się na łóżko, przykrywając miękką skórą. Może sen dobrze mi zrobi. 

***

Tak bardzo, jak wcześniejszej nocy miałem nadzieję, że moja omega się uspokoi, tak następnego ranka przekonałem się, jak bardzo się myliłem.

Kiedy tylko wstałem, poczułem pulsujący ból głowy, świadczący o tym, że miałem niespokojny sen, podczas którego moje drugie ja skomlało, prosząc o ponowną wizytę w Pierwszym Klanie.

Ziewnąłem głośno i przyciągnąłem się na miękkim, dużym łóżku, niemal w tym samym momencie, w którym do mojej komnaty ktoś zapukał.

- Proszę! - krzyknąłem, przecierając wierzchem dłoni oczy.

Drzwi do mojego azylu uchyliły się lekko, a w progu stanęła jedna z pokojówek z łagodnym uśmiechem na ustach. Odpowiedziałem kobiecie tym samym wyrazem twarzy.

- Za piętnaście minut śniadanie. Będziemy mieli wyjątkowego gościa - oznajmiła.
- Kogo? - zapytałem z zaciekawieniem.
- Pewnie już książę wie, że panicz Tao wybrał za alfę jednego z naszych straży. Kris będzie wam towarzyszyć podczas posiłku.

Zacisnąłem usta w wąska linię. No tak. Związek kwitnie. Braciszek pewnie będzie chciał, aby Kris i ojciec bliżej się poznali, a król na pewno się ucieszy, że drugi z jego synów znalazł sobie partnera.

Kiedy pokojówka wyszła, wygramoliłem się z łóżka, ubrałem na siebie jasną koszulę oraz brązowe spodnie, przeczesałem włosy, a następnie opuściłem pokój, kierując się w stronę jadalni.

Jak się okazało, wszyscy siedzieli już przy stole, czekając na moje przybycie. Zmieszałem się delikatnie, jednak zaraz skłoniłem lekko, przepraszając za zmuszenie ich do czekania, i usiadłem na krześle obok matki.

Chwilę później do jadalni weszła służba, stawiając na stole śniadanie. Dziś kucharze postanowili zaserwować pieczone przepiórki oraz rogale z dodatkami, na wypadek, gdyby ktoś nie miał ochoty na pieczeń, czytaj ja.

- Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek usiądę przy jednym stole z rodziną królewską - powiedział Kris z wyczuwalnym podenerwowaniem w głosie, na które Tao zaśmiał się z rozczuleniem.
- Przyzwyczaisz się - oznajmił Minseok, który kiedyś był zwykłym mieszczaninem.
- Mam nadzieję. - Wyższy pokiwał głową, przypatrując się potrawom, co szybko zauważyła moja matka.
- Nie wstydź się, nakładaj na talerz, co tylko chcesz i ile chcesz - zachęcała, obdarowując przyszłego zięcia ciepłym uśmiechem.

Sam również postanowiłem zacząć jeść, biorąc jednego rogala posmarowanego serkiem. Nie zdążyłem jednak wziąć nawet gryza, gdy poczułem na sobie wzrok ojca.

- A ty, Luhan, poznałeś wczoraj kogoś ciekawego? - zapytał.

Spojrzałem niepewnie na monarchę. Odłożyłem szybko pieczywo na talerz, odchrząkując cicho. Czy kogoś poznałem? Ach, tylko wilka z Pierwszego klanu, nic wielkiego!

- Nie. Nikt mnie nie zainteresował. - Pokręciłem głową, a wszyscy zgromadzeni przy stole prócz Krisa westchnęli załamani.
- Może masz za duże oczekiwania? - zapytała matka. - To nie musi być alfa czy też beta z bogatej rodziny.
- Wiem, mamo. Po prostu nikt wczoraj nie przykuł mojej uwagi - starałem się bronić.
- Mówi prawdę - wtrącił się Tao.

Rodzice pokręcili głowami z bezradności, natomiast ja wróciłem do konsumowania rogalika. Gdy zjadłem śniadanie i wziąłem kilka łyków herbaty, opuściłem jadalnię, nie chcąc ryzykować dalszym narzekaniem na moją osobę.

Tak, wytykanie wad występowało przy rodzinnym śniadaniu niemalże codziennie od jakiś czterech lat. Czy się dziwię rodzicom? Nie. Sam pewnie niepokoiłbym się, gdyby moje dziecko tak długo nikogo sobie nie znalazło.

Gdyby tego było mało, po narzekaniu moich rodziców zaczęła narzekać moja omega. Nawet nie zdążyłem wejść do swojej sypialni, kiedy w mojej głowie rozbrzmiało płaczliwe:

~ Alfa...~

Jęknąłem załamany, siadając na krześle przy stoliku obok okna, przez które było widać gęsty las, którego liście gdzieniegdzie zaczęły zmieniać kolor na żółty czy też pomarańczowy.

Cudownie! Czyli od dziś mogę sobie konwersować z samym sobą. Jednak nie będę taki samotny, jak mi się zdawało. Moim dożywotnim towarzyszem będzie upierdliwe alter ego!

"Czy ty masz jakiś wyłącznik?"
~ Chcę do alfy! ~
"Nie ma mowy!"
~ Chodźmy dziś nad potok. Poszukajmy go. ~
"Nie ma mowy. Jeśli znów przekroczymy granicę, zabije nas!"
~ Alfa jest dobry, alfa nas nie zabije, dobry alfa... ~
"Nie zabije? Sam to powiedział! Zabije nas na miejscu, zagryzie, rozszarpie. Nie mamy szans."
~ Alfa jest dobry! Alfa jest wspaniały, pójdziemy do niego i koniec. Inaczej nie dam ci spokoju, przysięgam! ~

Oparłem się łokciami o blat stolika, patrząc przez okno na las. Myślałem nad słowami mojego instynktu. Tak,  alfa jest dobry, ale ostrzegał, że jeśli jeszcze raz mnie spotka, to będzie mój koniec...
Przeczesałem palcami swoje jasne włosy, zamykając oczy. Głowa zaczynała mnie coraz bardziej boleć z natłoku myśli i gadania omegi. I co ja mam robić?

SEHUN

Obudziłem się z samego rana, niemal od razu łapiąc za głowę z powodu bolesnego pulsowania w środku czaszki. Byłem cały mokry, wykończony po nieprzespanej nocy.

Dlaczego? Ponieważ zamiast spać, starałem się ignorować swoje drugie, wyjątkowo wkurzające ja, które poprzedniej doby nagle zaczęło o sobie dawać znać!

Przetarłem oczy pięściami, pozbywając się z powiek resztki snu, po czym rozejrzałem się po szałasie. Szybko zauważyłem, że legowisko znajdujące się nieopodal mojego było puste. Czyli Kai już wstał...
Również postanowiłem stanąć na nogi, skopując z siebie ciepłą skórę. Rozprostowałem kości, które strzyknęły nieprzyjemnie, a następnie wyszedłem z prowizorycznego domu.

Skrzywiłem się mocno, gdy promienie porannego słońca uderzyły w moje oczy, aczkolwiek moją uwagę od bólu odwrócił dźwięk trzaskającego w ogniu drewna.

Zasłaniając dłonią oczy przed światłem, spojrzałem na siedzącego obok ogniska przed szałasem Kaia, który obracał nabite na patyk dwie ryby. Humor na widok śniadania szybko mi się poprawił.

- Dzień dobry - przywitałem się, podchodząc do przyjaciela, przy którym usiadłem na kocu.
- Cześć - odpowiedział. - Wyspałeś się? - zapytał.
- Nie - mruknąłem, marszcząc brwi, przypominając sobie wydarzenia z minionego dnia.

- Nie jestem wrogiem - szary wilk próbował się ratować.
- Ale nie jesteś też wilkiem z Pierwszego Klanu - zauważyłem. - Zgodnie z prawem powinienem cię teraz zabrać do wodza, który skaże cię na śmierć - dodałem.
- Nie. Nie rób tego - zaskomlał błagalnie, zaczynając naprawdę panikować.

Łapy ugięły się pod wilkiem na wspomnienie o śmierci, przez co już po chwili klęczał przede mną całkowicie bezbronny blondyn.

Patrzyłem ze zdziwieniem na wyjątkowo drobnego, ale pięknego chłopaka o złotych włosach oraz brązowych, dużych oczach, które w tamtym momencie szkliły się przez zbierające się w nich łzy, gdy w pewnym momencie usłyszałem cichy pomruk w głowie.

- Nie dziwię ci się - powiedział Jongin, wyrywając mnie z zamyślenia. - W nocy strasznie się rzucałeś i skomlałeś.
- Pewnie nie dałem ci spać. Wybacz - zmieszałem się.
- Nie szkodzi. - Pokręcił głową, sprawdzając, czy ryby już się upiekły.
- Pójdę się umyć - powiadomiłem, wstając i kierując się w stronę znajdującego się nieopodal potoku.

Kiedy po kilku minutach znalazłem się przy rzece, zdjąłem z siebie ubranie i wszedłem do wody, wzdychając z ulgą. Niestety, chwila relaksu nie trwała długo...

~ I jak? Namówiłem cię do pójścia na granicę? ~ zapytała moja alfa.

Warknąłem sam na siebie, mając szczerze dość swojego instynktu. Całą noc alfa nie dawał mi spać, każąc wracać na granicę z Siódmym Klanem. Ciągle wspominał o omedze, którą spotkałem, co zaczynało być szczerze niepokojące.

On w ogóle nie powinien się odzywać. To przecież niedorzeczne. Instynkt wilka odzywa się, gdy następuje wybór, a ja przecież nie mogę się wiązać z kimś z innego klanu!

"Chyba cię powaliło."
~ Naprawdę? to poczekaj do następnej nocy! ~ zaśmiał się głośno. ~ Znów nie dam ci spokoju! ~
"Dlaczego jesteś taki uparty? Czepiłeś się tamtego wilka jak rzep psiego ogona!"
~ Czy to nie jest oczywiste? Bo go wybrałem! ~
"Nie wygłupiaj się. To omega z innego klanu."
~ A to ma jakieś znaczenie? ~
"Zapomnij o niej" - nakazałem, zaczynając opłukiwać włosy wodą.
~ Nie ma mowy! Będę cię męczył całe życie! To ona! To moja omega, ta jedyna, no chodźmy do niej! ~ skomlał mój instynkt.

Prychnąłem pod nosem. Nie ma tak. Nie będę poddawać się woli jakiegoś dziwnego, nadpobudliwego głosu w mojej głowie. To ja jestem panem swojego losu i nikt nie będzie za mnie decydował, nawet... moje drugie ja.

~ Ignorujesz mnie! ~
"No co ty nie powiesz."
~ Jesteś okropny! ~
"Nie, to ty jesteś okropny, uparty i hałaśliwy. Kiedy w końcu się zamkniesz? Wolałem, gdy siedziałeś cicho!"
~ Nie dręczyłbym cię, gdybyś poszedł na granicę. ~

Zamyśliłem się. Jest nikłe prawdopodobieństwo, że znów spotkam na granicy Luhana - tak, zapamiętałem jego imię - więc jeśli go tam nie będzie, może moje alter ego w końcu odpuści? To chyba dobry plan.

,,Jeśli pójdziemy na granicę i nie będzie tam Luhana... dasz mi spokój."

Alfa milczała.

,,Bo jak nie, to w ogóle tam nie pójdziemy!"
~ No dobrze, dobrze! Okej! Ale idź tam szybko! Co, jeśli nasza omega tam już na nas czeka? ~
"Ale jest jeszcze bardzo wcześnie. Pójdziemy wieczorem."

LUHAN

~ Alfa... ~
"Cicho..."
~ Chcę do alfy... ~
"Zamknij się w końcu..."
~ Przez ciebie już zawsze będziemy samotni! Najpierw narzekasz, że jesteśmy sami, a kiedy w końcu spotykamy cudownego alfę, ty nie chcesz się z nim spotkać! On na pewno na nas czeka na granicy! Czuję to! ~
"Nie czeka..."
~ Skąd wiesz? Może akurat? Nic ci nie szkodzi pójść i to sprawdzić. No idź! Pamiętasz jaki był przystojny? Jaki miał cudowny głos? Był wspaniały! ~ mówiła zachwycona omega.

Moja cierpliwość właśnie sięgnęła szczytu. Zawarczałem głośno, po czym walnąłem pięścią o blat stolika, przy którym siedziałem. A niech cię, moje alter ego!

"O bogowie, dobra! Pójdziemy na granicę, ale wieczorem! Jak nie będzie tam tamtego alfy, wrócimy i już więcej o nim nie wspomnisz, zgoda?"
~ Alfa tam będzie, na sto procent ~ fuknęła omega.

Przez resztę dnia unikałem spotkania mojego młodszego brata, wiedząc, że ten niemal od razu zauważyłby, że coś jest ze mną nie tak.

Zitao z pewnością w szybkim tempie by wszystko ze mnie wyciągnął, a wolałem zachować wydarzenia z poprzedniego dnia póki co dla siebie.

Zrezygnowałem z obiadu. Byłem zbyt zdenerwowany nadciągającym wieczorem. Miałem zamiar wyruszyć do lasu po zmierzchu, aby nikt niczego nie podejrzewał.

Niestety, słońce zaszło dla mnie o wiele za szybko. Kompletnie nie byłem gotowy na bieg w stronę Pierwszego Klanu, podczas gdy moja omega dosłownie wariowała z ekscytacji.

~ Idziemy! Idziemy! ~ krzyczała, kiedy opuściłem pokój i ruszyłem cicho korytarzem, starając się nie spotkać żadnego z krewnych.

Na szczęście nie wpadłem na rodziców czy też braci, dzięki czemu niebawem wyszedłem z zamku i ruszyłem biegiem w stronę lasu, a kiedy już się w nim znalazłem, zmieniłem postać, aby szybkiej się przemieszczać.

Byłem bardzo zestresowany. Mimo iż wmawiałem sobie, że alfy tam nie będzie, zacząłem się zastanawiać, co zrobię, jeśli jednak pojawi się nad potokiem. Omega jedynie śmiała się szczęśliwa, zachęcając do przyspieszenia tempa.

~ No szybciej! Co jeśli moja alfa już na mnie czeka, ale przez twoje ślimacze tępo się spóźnimy i jej tam nie będzie? ~

Po około godzinie zatrzymałem się przed niewielkim potokiem, zmieniając znów postać i opierając się dłońmi o kolana, dysząc ciężko ze zmęczenia. Omega zirytowała się.

~ Na co czekasz? Skacz, biegnij dalej! ~
"Nie ma mowy. Nie taka była umowa."

Zacząłem się rozglądać po okolicy spowitej przez ciemność nocy. Było idealnie cicho. Można było usłyszeć najmniejszy szelest, ale ja żadnego nie słyszałem.

Wziąłem głęboki oddech. Super. Alfy nie ma, a więc teraz moja omega musi dać za wygraną i zapomnieć o wilku z Pierwszego Klanu!

"Widzisz? Nie ma go tu."

Omega zaśmiała się cicho w mojej głowie, a ja zmarszczyłem brwi w geście dezorientacji. O co chodzi? Co ją tak bawi?

"Dlaczego się śmiejesz?"
~ Nie czujesz? ~
"O co Ci...? O bogowie..."

Nie wierzyłem. Nie mogłem uwierzyć w to, że w pewnym momencie zacząłem czuć wyraźny zapach drugiego wilka, alfy, która zdecydowanie zbliżała się w moją stronę. Zapach, który znałem. Zapach, który zapamiętałem z wczoraj...

Otworzyłem szeroko oczy, zwracając wzrok w stronę lasu po drugiej stronie potoku. To niedorzeczne...

~ To on! Nasz alfa! Przyszedł do nas! Mówiłem! ~ cieszyło się moje alter ego.

Spiąłem wszystkie mięśnie, robiąc krok w tył. Wkrótce usłyszałem szybkie kroki oraz cichy szelest. Nie musiało też minąć wiele czasu do momentu, w którym na drugim brzegu rzeki ujrzałem wysokiego bruneta. Przełknąłem głośno ślinę.

"Nie wierzę..."

Komentarze

  1. SPAM
    Hejo! Zapraszam do siebie: https://thatsmyjam-hyeri.blogspot.com/. Dopiero zaczynam, ale uważam, że warto zajrzeć, jeżeli ma się jakikolwiek związek z kpopem, a nawet jeżeli nie to na pewno znajdziesz coś dla siebie. Blog jest wielofunkcyjny i dlatego potrzebuję na początku odrobinki wsparcia. Wystarczy, że poświęcisz kilka minut na zapoznanie się z pierwszym postem i napiszesz kilka słów odpowiadając na moje pytania, a ogromnie mi pomożesz. Z góry dziękuję ^^

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

One Schoot : All of me ( chanhun ) 1/2

High School Never Ends : Rozdział 1